Wyobraź sobie, że spotykasz kogoś
pierwszy raz i wywiązuje się między Wami rozmowa o wszystkim i o
niczym. Po chwili rozmowa przypadkiem schodzi na umiejętność pływania.
Twój rozmówca stwierdza, że ani on, ani nikt z
jego rodziny nie umie pływać i wcale go to nie martwi. Więcej! Uważa,
iż czas poświęcony na naukę pływania to czas stracony, który
można znacznie lepiej wykorzystać na tysiąc innych sposobów.
Wyrażasz pewne zdziwienie, a wtedy ten ktoś z przekonaniem Ci wyjaśnia:
"Nigdy nie marzyłem o
karierze poławiacza pereł, wody właściwie nie lubię, na plażę nie
chodzę, mieszkam zaś nie na jakiejś zacumowanej przy brzegu rzeki
łodzi, tylko o ponad 40 km od najbliższego dużego zbiornika wodnego
– czy to nie są wystarczające powody, żeby nie zawracać sobie
głowy pływaniem?".
Nieco rozbawiony tym wywodem
otwierasz usta, żeby grzecznie
zaprotestować, na co Twój rozmówca tłumaczy Ci,
że: "przecież umieć
pływać tylko trochę, to tak jakby wcale pływać nie umieć, a nauczyć się
porządnie wymaga bez porównania więcej pracy, niż normalny
człowiek byłby temu poświęcić".
A kiedy, mimo potęgi tych wszystkich argumentów, wyrażasz
jeszcze pewną wątpliwość co do bezsensowności nauki pływania,
Twój rozmówca, człowiek jak się okazuje
wykształcony, przygważdża Cię informacją, że Lord Nelson nie umiał
pływać, nawet kiedy jeszcze miał oba ramiona, tak samo zresztą jak
większość wielkich żeglarzy i odkrywców.
Co byś pomyślał o kimś takim? Pozwól, że spróbuję
zgadnąć. Bez wahania przyznałbyś mu zapewne elokwencję, oczytanie,
zdolność logicznej argumentacji. Uznałbyś go, jeśli lubisz ten rodzaj
rozmowy, za całkiem interesującego rozmówcę. Zgoda? Ale
także, jeśli się bardzo nie mylę, uznałbyś go za niemałego dziwaka.
Dlaczego?
Ponieważ, i to jest dość oczywiste dla każdego, kto nie stawia własnej
oryginalności i własnych abstrakcyjnych argumentów ponad
realiami życia – umiejętność pływania bywa przydatna,
czasem może nawet uratować życie, własne albo cudze... Z pewnością dodaje też pewności siebie
w sytuacjach kiedy się jest blisko wody, co w normalnym życiu, nie
sterowanym przez antypływacką obsesję nie zdarza się znowu tak rzadko...
Dobrych argumentów miałbyś jeszcze sporo, ale przecież
ważniejsze od argumentów jest życie, i ono przemawia za tym,
by poświęcić nieco czasu i energii na naukę pływania swoją i swoich
bliskich. Myślę, że się z tym poglądem zgodzisz.
Z drugiej strony jednak coś jest w argumentach naszego elokwentnego
dziwaka – przecież większość naszego czasu spędzamy nie na
głębokiej wodzie, czy w jej pobliżu, ale wśród ludzi.
Wśród ludzi różnych – znajomych i
obcych, przychylnych nam i obojętnych, a czasem nawet wrogich i
niebezpiecznych.
Dla większości spośród nas umiejętność pływania jest czymś
oczywistym, poczuwamy się też do dbałości o to, by posiadły ją w
wystarczającym stopniu nasze dzieci. Co jednak robimy, aby dać im, i
sobie samemu, umiejętność poradzenia sobie w naszym naturalnym,
codziennym ludzkim środowisku?
To musi być związane z inteligencją emocjonalną – przecież
gdybyśmy byli logiczni, to pewna elementarna umiejętność obronienia się
przed napastnikiem, nachalnym adoratorem, kieszonkowcem, wulgarnym
pijakiem itd. byłaby dla nas co najmniej równie ważna, co
umiejętność przepłynięcia dwustu metrów żabką.
Większość z nas, tych żyjących na stałym lądzie, a nie na brzegu rzeki,
jest znacznie częściej zagrożona cudzą agresją, niż utonięciem. I to
pomimo wszelkich argumentów, nie pozbawionych przecież
pewnej logiki, które można by łatwo stworzyć po prostu
adaptując te użyte przez naszego hipotetycznego nie lubiącego pływania
rozmówcę.
Po tej adaptacji wyglądałyby one tak: "nigdy nie marzyłem o karierze
bodyguarda, bić się nie lubię, lokale słynące z brutalnych awantur
omijam, mieszkam nie w jakimś slumsie, tylko w bardzo porządnej
dzielnicy – czy to nie są wystarczające powody, żeby nie
zawracać sobie głowy ju-jitsu? Przecież znać ju-jitsu tylko trochę, to
tak jakby wcale go nie znać, a nauczyć się go porządnie wymaga bez
porównania więcej pracy, niż normalny człowiek byłby temu
poświęcić. W dodatku wątpliwe jest, czy Hannibal, Scypion Afrykański,
albo powiedzmy Marszałek Montgomery znali ju-jitsu, co im przecież nie
zaszkodziło w pięknych karierach..."
Te argumenty nawet mogą mieć pewną wartość, ale absolutnie nie
przekreślają realnej użyteczności wszystkiego, co w prosty i nie
dezorganizujący życia sposób zwiększyłoby nasze
poczucie
bezpieczeństwa wśród ludzi, nawet jeśli nie
wszyscy będą nam przyjaźni.
Zgoda?
Analogia pomiędzy pływaniem, a umiejętnością obronienia się jest dość
ścisła, ale nie do końca. Dlaczego? Ponieważ woda nie ma oczu i nie
reaguje na język Twojego ciała. Potencjalny agresor ma i reaguje, i to
dużo bardziej niż sobie prawdopodobnie wyobrażasz.
Istnieje dzisiaj cały dział kryminologii, zwany "wiktymologią".
Wiktymologia to nauka o ofiarach przestępstw, bada przede wszystkim kto
i dlaczego staje się taką ofiarą. Niektóre wnioski z tych
wszystkich licznych badań są już niezbite i naprawdę szokujące
– otóż ogromna część ofiar przemocy ze strony
obcych, a już szczególnie tego, co można określić, jako
"bezinteresowna przemoc", czyli napaści huligańskich, to ludzie,
których napastnicy, na podstawie ich zachowania, wyglądu i
właśnie języka ciała rozpoznają, jako osobę bezbronną, atak na
którą nie wiąże się z żadnym ryzykiem.
Wynika z tego między innymi to, że każde zwiększenie Twojej zdolności
do obrony, które odbije się we wzroście Twego poczucia
bezpieczeństwa i spokojnej pewności siebie, stanie się dla
potencjalnego agresora sygnałem, że "tę osobę lepiej zostawić w
spokoju". "Jak pomyślał, tak i zrobił", przynajmniej w przeważającej
ilości przypadków tak się dzieje.
Jeśli zgodziłeś się z moim dotychczasowym wywodem, to udało mi się Cię
z pewnością przekonać, iż nauczenie się nieco ju-jitsu jest w
najlepszym interesie Ciebie samego i Twoich bliskich. Zapewniam Cię, że
jest to także całkiem możliwe, a nawet niezbyt trudne.

Piotr Obmiński,
autor artykułu, tłumacz polskiej edycji poradnika "Policyjne Ju-Jitsu",
dzięki któremu będziesz czuć się bezpiecznie w każdej
sytuacji, dzięki
prostym chwytom ju-jitsu, których może nauczyć się każdy.
Kontakt:
Masz jakieś uwagi, sugestie, propozycje odnośnie serwisu Akademia
Wiedzy? Skontaktuj się ze mną przez email: konrad@akademiawiedzy.com,
przez
Gadu-Gadu lub po prostu
zadzwoń. Tel.. 0-602-506-859